Roman Kamiński obchodził swoje setne urodziny. Z tej okazji życzenia dla jubilata złożyła prezydent Gliwic, Katarzyna Kuczyńska-Budka.
Urodził się 28 maja 1926 roku w Jagniewicach, wówczas w województwie poznańskim. Jego dzieciństwo przerwał wybuch II wojny światowej.
– Moja schorowana matka samotnie mnie wychowywała. Problemy życiowe w trudnych warunkach wojennych zaczęły ją przerastać, zmuszając mnie do szybkiego dorastania. W wieku 13 lat zacząłem pracować w rolnictwie i budownictwie. Byłem młody, ale silny i pracowity. Wojna trwała, a głód był powszechny. Na dodatek istniało zagrożenie przymusową wywózką do Niemiec. Na szczęście mama znała niemiecki i przekonała władze, że jesteśmy bardziej potrzebni w Polsce. Zbliżał się rok 1945, a nadzieja na koniec wojny rosła – wspomina Roman Kamiński.
W tym czasie Niemcy organizowali łapanki i zmuszali ludzi do pracy przy budowie rowów przeciwpancernych. Roman, jako dziecko, pracował od świtu do nocy, co przyczyniło się do wielu problemów zdrowotnych, które nękały go przez całe życie.
– Pod koniec stycznia 1945 roku, w obliczu ofensywy Armii Czerwonej, Niemcy organizowali ucieczki, zabierając ze sobą Polaków z gospodarstw rolnych. Po kilkunastu kilometrach marszu podjęliśmy wspólnie z kolegami próbę ucieczki. Szczęśliwie wróciłem do swoich rodzinnych stron. Kraj potrzebował rąk do pracy, a ja starałem się zarobić, by utrzymać chorą matkę i siebie. W wieku 17 lat czułem się odpowiedzialny za nas oboje – mówi pan Roman.
W grudniu nowe władze polskie apelowały o zasiedlanie terenów opuszczonych przez Niemców. Roman osiedlił się we Wrocławiu, gdzie pracował przy wyrębie drzew, w piekarniach oraz w fabrykach. Skończył szkołę oficerską w Łodzi, a następnie pracował w Gliwicach jako zastępca Komendanta MO. W tym czasie zdiagnozowano u niego gruźlicę, co skłoniło go do zmiany pracy na Chłodnie Kominowe, a później na MHD i Polskie Odczynniki Chemiczne.
Roman Kamiński pracował również w K-U-M Bumar Łabędy oraz Instytucie Chemii Nieorganicznej. Rozpoczął studia ekonomiczne w Katowicach, które jednak przerwał z powodu trudnej sytuacji rodzinnej i pogarszającego się zdrowia. W 1962 roku ożenił się z Zuzanną, z którą doczekał się dwóch córek, Alicji i Marzeny, oraz czwórki wnucząt i dwojga prawnucząt.
– Życie przeżyłem godnie. Nikogo nie skrzywdziłem i zawsze miałem otwarte serce dla innych. Byłem społecznikiem i starałem się pomagać potrzebującym. Emerytura to dla mnie czas spokoju i stabilizacji. Moja matka, której śmierć bardzo przeżyłem, była dla mnie ważną osobą, a jej motto „żyj tak, aby nikt przez ciebie nie płakał” stało się moim życiowym przesłaniem – podsumowuje jubilat.
Życzymy panu Romanowi dużo zdrowia i codziennego uśmiechu.