W meczu Piasta Gliwice z Wisłą Kraków, który zakończył się wynikiem 4:3, Jakub Łabojko zdobył swoją pierwszą bramkę w barwach pierwszej drużyny na stadionie przy Okrzei. Było to wyjątkowe doświadczenie dla wychowanka klubu.
Po zakończeniu spotkania pomocnik przyznał, że mecz był bardzo wymagający, szczególnie z uwagi na panujący upał.
– Na rozgrzewce zauważyłem kibiców starających się chłodzić na wszelkie sposoby, sam marzyłem o wentylatorze. Warunki były jednak takie same dla obu zespołów. Po końcowym gwizdku można było zauważyć, jak wiele wysiłku włożyliśmy w to spotkanie. Wszyscy usiedli na murawie, ponieważ emocjonalnie i fizycznie daliśmy z siebie bardzo dużo. Tym bardziej cieszy zwycięstwo – stwierdził Łabojko.
Choć Piast prowadził 2:0, Wisła zdołała wyrównać. Mimo tego gospodarze pokazali determinację i zdobyli pełną pulę punktów.
– Mecz przypominał prawdziwy rollercoaster. Po pierwszej połowie mogliśmy prowadzić 4:0, jednak nie wykorzystaliśmy szans. Popełniliśmy błąd, a przed przerwą świetnie bronił Domen Gril. Zabrakło nam szczęścia i straciliśmy gola. Później było 3:2, następnie 3:3, aż w końcu 4:3. Nasza drużyna dysponuje charakterem, jakością i wolą walki. Najważniejsze, by punkty zostały na Okrzei – podkreślił zawodnik.
Łabojko zauważył, że Piast po dobrym początku meczu nieco oddał inicjatywę przeciwnikowi.
– Trudno ocenić to od razu po meczu. Wydawało się, że mamy wszystko pod kontrolą. Możliwe, że zapłaciliśmy za intensywny pressing z początku meczu i zabrakło nam świeżości. Kiedy prowadziliśmy 2:0, cofnęliśmy się, a może powinniśmy atakować dalej. Najważniejsze jest to, że wygraliśmy.
Emocje związane z jego bramką były szczególne, jako że Łabojko od 19 lat czekał na ten moment.
– Ten gol smakuje wyjątkowo. Przeszedłem przez Piasta jako dziesięcioletni chłopiec i czekałem 19 lat, by zagrać w pierwszej drużynie na tym stadionie. Trenowałem tu, grałem w juniorach i rezerwach, ale nie miałem wcześniej okazji wystąpić w Ekstraklasie przed tą publicznością. Przez lata podawałem piłki Darkowi Treli i Kubie Szmatułe, a teraz sam strzeliłem gola. Na trybunach byli moi bliscy, więc ten moment zapamiętam na długo – zakończył pomocnik.

