Historia Żydów w Gliwicach wciąż jest obecna w architekturze miasta – w detalach, elewacjach i śladach, które łatwo przeoczyć bez dokładniejszego spojrzenia. To opowieść, która ma istotny wpływ na kształt Gliwic. Od XVII wieku obecność społeczności żydowskiej była ściśle związana z rozwojem miasta, a XIX wiek trudno wyobrazić sobie bez ich przedsiębiorczości, talentu i odwagi w budowaniu. Jednym z wybitnych przedstawicieli był Salomon Lubowski – mistrz murarski, budowniczy oraz przedsiębiorca, który nadawał budynkom charakter.
Jakie połączenie istnieje pomiędzy kamienicami przy ul. Górnych Wałów 13 i 15, dawną pocztą przy Placu Inwalidów Wojennych 12, Willą Caro oraz siedzibą dyrekcji Zarządu O/S Eisenindustrie przy ul. Stanisława Dubois? Na pierwszy rzut oka niewiele. Jednak wszystkie te miejsca łączy jedno nazwisko.
Salomon Lubowski był również odpowiedzialny za nową synagogę, która znajdowała się przy Placu Inwalidów Wojennych. Była to imponująca budowla w stylu Rundbogenstil z orientalnymi motywami, które wcześniej nie były obecne w Gliwicach. Niestety, nie przetrwała, zniszczona w listopadzie 1938 roku podczas Nocy Kryształowej, ale jego architektoniczne dziedzictwo zachowało się w innych formach.
Gdzie kamień pozostawia ślad
Wszechstronność Lubowskiego zaczyna się od kolumn. Seweryn Botor, opisując kamienice przy ul. Górnych Wałów 13 i 15 podczas jednego ze spacerów historycznych, zwrócił uwagę na element, który dla wielu mógłby być jedynie ornamentem. Dla badacza jednak stanowił on istotny trop. W obu budynkach występuje aedicula, klasyczny motyw architektoniczny znany od czasów starożytnych, gdzie filary, kolumny lub pilastry podtrzymują belkowanie.
Lecz to nie aedicula budzi największe zainteresowanie. W kolumnach pojawia się pierścień. Raz jest to stylizowany liść, innym razem pojedynczy kwiat. Niby detal, ale może to być także podpis?
Kiedy stanęłam przed budynkiem przy ul. Górnych Wałów 15, zbudowanym przez Lubowskiego dla Simona Troplowitza, pomyślałam: a może ten motyw był świadomym znakiem? Czy mógł zostawić swój ślad? Sąsiednia kamienica pod numerem 13, będąca własnością Lubowskiego, ujawnia jeszcze więcej. Na kracie osłaniającej przeszklone drzwi dostrzec można splecione inicjały: S i L.
Detektyw wśród fasad
Odkrywanie takich nawiązań w projektach Lubowskiego okazało się dla mnie niezwykle interesujące. W Willi Caro monumentalne kolumny „w okowach” – pierścień zmienia się tu w profilowaną opaskę. Na elewacji obecnego Starostwa Powiatowego podwójne kolumny z przewiązką zdobią okno na pierwszym piętrze. W dawnej poczcie przy Placu Inwalidów Wojennych, podobnie jak w Willi Caro, strzegą one wejścia niczym ceremonialna brama, będąca granicą między zwyczajnością a instytucją. Trzy pierścienie-pęta na każdej kolumnie, podkreślone grubą fakturą, podkreślają rangę urzędów.
Nagle ten motyw zaczyna się powtarzać. W dawnej fabryce drutu delikatne metalowe kolumienki wtapiają się w stolarkę okienną. Tak subtelne, że łatwo je przeoczyć, jednak również one mają pierścień. Czy to przypadek?
W książce XIX-wiecznego kronikarza gliwickiego, Benna Nitscha, pojawia się kolejny ślad. Parcela, na której wzniesiono pocztę przy Placu Inwalidów Wojennych, była własnością Lubowskiego, budowniczego i przedsiębiorcy. Co więcej, zatroszczył się o pamięć, pozostawiając wykute napisy na sterczynach (wieżyczkach dachu), wśród nich własne nazwisko. To już nie tylko dekoracja, lecz rozmowa z przyszłością!
Dwie kolumny i jedna zagadka
Jak zatem interpretować pierścienie na kolumnach? Czy to prywatny znak rozpoznawczy? Architektoniczny autograf? A może subtelne odniesienie do dwóch kolumn Świątyni Salomona — Jachin i Boaz? Tego nie możemy być pewni. I może w tym tkwi urok, ponieważ architektura nie zawsze daje odpowiedzi, lecz raczej stawia pytania.
Oczywiście można uznać ten motyw za modną dekorację epoki – podobne żeliwne kolumny znajdziemy również pod wiaduktem przy ul. Piwnej czy na fasadzie kamienicy przy ul. Bytomskiej. Ale czy moda wyjaśnia konsekwencję, z jaką ten motyw powraca w projektach jednego budowniczego?
Im dłużej przyglądam się tym detalom, tym bardziej wydają się one zamierzone. Może właśnie o to chodziło Lubowskiemu: aby jego obecność nie była krzykliwa, lecz dawała się odkrywać.
Miasto czyta się w szczegółach
Wierzę, że takie odkrycia nie są dziełem jednej osoby. Powstają w wyniku rozmów, spacerów, analizy archiwalnych notatek i dyskusji na temat znaczenia jednego detalu.
Ten tekst powstał w oparciu o wykład w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich, spacer historyczny prowadzony przez Seweryna Botora, działania Stowarzyszenia Gliwickiej Przystani Sztuki i Kultury oraz rozmowy z osobami, które potrafią obserwować uważnie. Z pomocą Andrzeja Wysockiego, który odczytał inskrypcje i wydobył z biografii Lubowskiego ciekawe informacje. Z inspiracji tekstami Bogusława Małuseckiego.
Historia miasta rzadko jest dziełem jednostkowych odkrywców. Najczęściej odsłania się w sposób wspólny.